niedziela, 10 października 2010

Jak włączyłam alarm przeciwpożarowy w angielskim mieszkaniu

Podróże to dla mnie i dla Kuby czas kulinarnego swawolenia i chociaż za granicą musimy często uważać na każdy grosik, staramy się jeść pysznie. We Włoszech jadamy tradycyjne włoskie śniadanie, czyli kawę i brioszkę (we Francji mówią na to samo croissant ;). W Anglii jeszcze nie udaliśmy się na śniadanie angielskie i jemy zazwyczaj to samo, co we Włoszech, tylko na ciepło + zupę mleczną. Tym razem jednak tak bardzo staraliśmy się oszczędzać, że nie kupowaliśmy rogalików z czekoladą i w końcu bardzo zaczęło mi tego brakować. Tak się złożyło, że pewnego dnia zakupiłam na jakiejś promocji wielkie opakowanie czekoladowych muffinków i następnego ranka wpadłam na świetny pomysł: a czemuż by nie podgrzać ich mikrofali tak, jak rogaliki? Będą pyszne i cieplutkie, prawda? No więc włożyłam dwa muffiny do mikrofalówki, nastawiłam czas na 3 minuty i poszłam do pokoju, aby spokojnie wypić kawę. Siedzimy sobie przy stole, sączymy, a tu nagle...
PIIII PIIII PIIII PIIII PIIII!!!!!!
Przenikliwy, głośny, wręcz rozdzierający pisk rozległ się w całym mieszkaniu. Kuba zapytał, czy te muffinki włożyłam w papierkach. No, tak... Poleciałam pędem do zadymionej kuchni. Otworzyłam wszystkie okna i drzwi - uff... na szczęście przestało... Podskoczyłam do mikrofali i uchyliłam drzwiczki, a tu BUH!! kłęby dymu i znowu: PIII PIII PIII PIII... Otworzyłam wszystkie okna w mieszkaniu, ale przeraźliwe piszczenie nie ustawało. Co więcej - teraz było je słychać w całej dzielnicy, a gdzieś na horyzoncie słuchu pojawiło się wycie syreny wozu strażackiego. Zbladłam: i jak ja to teraz wytłumaczę? że nie umiem obsługiwać mikrofalówki? bo ja, panie władzo, jestem blondynka?

Koniec końców okazało się, że alarm przeciwpożarowy nie jest połączony ze strażą pożarną i to nie do nas jechał tamten wóz :). Piszczenie w końcu ustało i cała przygoda skończyła się wyrzuceniem muffinów do ubikacji i dłuuugim wietrzeniem.
Co ciekawe, papierki były nienaruszone, za to ciasteczka stopiły się jak świeczki...
:)

ps. Przy okazji - czy ktoś wie, dlaczego kiedy wchodzę na mojego bloga, wyskakują mi na środek ekranu jakieś reklamy? Nigdzie niczego takiego nie ustawiałam i strasznie mnie to irytuje i zastanawia. Też tak macie?

5 komentarzy:

3nereida pisze...

Chyba lepiej ,ze spłonęły niż miałaś to zjeść , jakoś podejrzanie się zachowały wiec niema co żałować.
Moja znajoma płaciła za przyjazd dwóch wozów strażackich ,droga impreza.Plotkowała w salonie a w kuchni obok okna palił się olej na frytki .Zajął się okap i ślicznie na ulice widać było.Ktoś z ulicy wezwał straż.

agata pisze...

ale się uśmiałam :D
kiedyś na własne życzenie siedziałam na chwilę zamknięta w aucie i dotknęłam czegoś i włączył się alarm. Wyłączyć nie umiałam, więc trzęsłam się w środku ze śmiechu, auto wyło i migało, a ludzie przechodzili... nikt służb odpowiednich na szczęście nie wezwał :)
pozdrawiam!
PS no faktycznie, lata Ci reklama, chamówa jakaś :/

anust pisze...

U mnie nie lata, komuś podpadłaś?:)Ja tak robiłam grzanki w akademiku, że alarm sie właczył przeciwpozarowy i portierka przyleciała z...operą, pozdro

tkaitka pisze...

Dwa razy w zdecydowanie młodszym wieku miałam kłęby dymu z własnej kuchni. Za pierwszym razem przypaliłam pieluchy, a za drugim zostawiłam olej od frytek na ogniu. Po frytkach jakoś się wywietrzyło. Ale ten pierwszy dym - klęska! Smród tak powchodził we wszystkie "szmaty" w domu, że praniu we frani nie było końca...

Zula pisze...

ha,ha,ha :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...