niedziela, 16 lutego 2014

Szasza ze Skrzydlatego Psa

Dzisiaj opowiem Wam o Szaszy ze Skrzydlatego Psa. Jakoś tak już w wakacje, jak jeszcze mieszkałam w Londynie, zaczął mi po głowie chodzić pies. I to nie jakiś dowolny szczekacz merdający ogonem, o nie. Włóczył mi się pod czaszką Husky Syberyjski. Skąd akurat haszczak? Pojęcia nie mam! Tak mi weszło i już. Zaczęłam więc czytać o rasie, bo psy różne są przecież, a z wyglądu cech charakteru nie wywnioskuję. Czytam tak i czytam, a potem rozmawiam z Kubą i dochodzę do wniosku, że chyba jednak z huskim nie damy rady. Te psy potrzebują wyjątkowo dużo ruchu, w zależności od osobnika od kilku do kilkunastu kilometrów dziennie. Codziennie. Najlepiej biegiem i z podpiętymi sankami. A poza tym są bardzo łowne. Temat więc chwilowo odpuściłam. Akurat trzeba było na ojczyzny łono wrócić i stypendium rozliczyć, to i czasu na myślenie o życiowych zmianach nie było.

Jednak skoro tylko w październiku sytuacja się ustabilizowała, husky wrócił i jak zmora zaczął mnie we własnej mojej głowie nawiedzać.

sobota, 8 lutego 2014

Entrelak, owce i ciekawy artykuł dla psiarzy

Dzisiaj krótko, za to dziewiarsko, chociaż to dopiero za chwilę. Na początek pochwalę się wam upolowanym wczoraj owczym podkoszulkiem. Uważam, że mają bardzo akuratny deseń ;)
A teraz chciałabym wam polecić wpis na innym blogu, który dotyczy pewnych problemów z osobami adoptującymi zwierzęta z przytulisk. Zapewne każda z was albo sama wzięła kiedyś jakieś zwierzę ze schroniska albo zna osoby, które mają adoptowane zwierzaki. A może myślicie lub znacie kogoś, kto myśli przygarnięciu jakiegoś szczekacza lub kociej skórki. Dlatego pomyślałam, że podlinkowany wyżej wpis warto wam udostępnić i w ten sposób poszerzyć grono osób, które będą zdawały sobie sprawę z pewnych rzeczy towarzyszących adopcji zwierzęcia. Oprócz tego jeden z kolejnych wpisów będzie opowiadał od tym, jak my adoptowaliśmy Szaszę (a było ciekawie...), i wpis na podlinkowanym blogu stanowi pewien kontekst. Cały Biały Jack jest wartościowym blogiem i tym spośród was, które posiadają psy, polecam poszerzoną lekturę.

A nowin dziewiarskich: skończyłam już entrelakową chustę dla Kuby i przypomniałam sobie, że z tej samej włóczki zrobiłam też pokrowiec na siodełko rowerowe, tj. tyłkogrzej, który tworzy z chustą świetny zestaw. Niestety, mój model unika ostatnio obiektywu, więc na razie nie mam zdjęć tamtych prac. Dlatego w zamian prezentuję zdjęcia upolowanych wczoraj owiec i poczwarkę kolejnego entrelaka, który mam na warsztacie. Tym razem będzie to prostokątny szal, który dziergam w celach charytatywnych dla fundacji, z której wzięłam Szaszę. (Dla zainteresowanych: kurs na prostokątny entrelak znalazłam tutaj)


-----------------------------------
A`propos poprzedniego wpisu: nie zawsze tak pracuje... Ale muszę przyznać, że - o ile nie tłumaczę tekstu naukowego - moja praca dość często właśnie tak wygląda ;)

sobota, 1 lutego 2014

Jak wygląda (moja) praca tłumacza

Chusty jeszcze nie zrobiłam, ponieważ dostałam kolejne zlecenie na przekład. Dzisiaj tłumaczyłam formalną korespondencję pewnej firmy farmaceutycznej i dokumenty dotyczące polityki antykorupcyjnej -- słowem, poważne rzeczy. W pewnym momencie Kuba wpadł na pomysł, żeby mnie nagrać (naturalnie byłam tego kompletnie nieświadoma). Zatem dzisiaj zamiast dzianiny film dokumentalny pt. Tłumacz przy pracy. Tylko nie śmiejcie się za bardzo, ok.? ;)


Ps. Podobno św. Hieronim tłumacząc Biblię stwierdził, że pracują tylko dwa palce, a zmęczone jest całe ciało...


------
Dziękuję wam pięknie za powitania i wszystkie miłe słowa -- te, które dotyczyły modela, zostały przekazane. Się chłopak ucieszył ;) Z pewnością zapozuje dla was jeszcze nie raz, bo uwielbia być w centrum uwagi (tudzież kadru ;).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...